po czym poznać uzależnienie   Kolejny dzień urlopu, plaża, znajomi i kolejny drink. Z czasem przestajesz już liczyć kolejki, bo w zasadzie i tak nie ma to większego znaczenia. Wybrałeś przecież wersję "All Inclusive". Rano jednak pojawia się problem, coraz ciężej wstać i zwlec się z łóżka, głowa jest tak ciężka, że nawet lekkie jej przechylenie urasta do rangi wyzwania. Ale zaraz... jest przecież takie powiedzenie: "czym się strułeś, tym się lecz!" Pomimo przeciwności losu, zbierasz się jednak do kupy i schodzisz na dół do baru.

- Zimne piwo poproszę.

   Mimo, że wydawało Ci się, że gdyby ktoś postawił przed Tobą kolejnego drinka których wczoraj spożyłeś niezliczoną ilość, to pewnie zwrócił byś pozostałości po nich, piwo "wchodzi" gładko.

Wstyd przed terapią    Przyznanie się przed samym sobą, że nie potrafię sobie poradzić z własnym uzależnieniem jest podstawowym czynnikiem warunkującym podjęcie decyzji o terapii. Nie jest to sytuacja łatwa i często towarzyszy jej poczucie wstydu. Osoba owładnięta wstydem czuje, że w jakiś sposób jest nie taka jaka powinna, gorsza, że jako człowiek ma jakiś zasadniczy brak czy defekt. Często słyszę słowa: „chciałbym pić jak normalni ludzie”. Wynika to głównie z tego, że mamy tendencję do porównywania się z innymi i na tej podstawie oceniania siebie. Tak naprawdę nie siedzimy w głowach innych ludzi a mimo to, zdajemy się projektować ich pogląd na naszą osobę. Próbujemy domyślać się, jak nas oceniają. Strach przed negatywną oceną powoduje powstawanie wstydu.  Funkcjonując w różnych rolach społecznych, mamy pewne swoje wyobrażenie, jak powinny one wyglądać i czym się charakteryzować.

Alkoholicy wysokofunkcjonujący    Gdyby poprosić dzisiaj przypadkowo spotkanego przechodnia, o zdefiniowanie określenia „alkoholik”, to prawdopodobnie zaraz po ilości i jakości wypijanego przez niego alkoholu, wielu z pytanych odniosłoby się do jego statusu społecznego i funkcjonowania poniżej wyznaczonych społecznie norm. Pierwsze skojarzenia jakie występują u sporej liczby osób są skojarzeniami stereotypowymi. Wynika to z wielu czynników, jednym z nich jest z pewnością fakt, że tą grupę osób uzależnionych najczęściej mijamy jadąc rano do pracy, robiąc zakupy, czy przechodząc obok sklepu nocnego. Podświadomie przyzwyczajamy się, że uzależnienie „widać na zewnątrz”.  „Standardowy alkoholik” jednak nie istnieje. Tak naprawdę każdy jest inny a uzależnienie może dotknąć ludzi z różnych grup społecznych, posiadających różne wykształcenie, poziom inteligencji czy zawód.  

     Nowe substancje psychoaktywne, czy tzw. „dopalacze”? Które z tych określeń przypisanych społecznie do pewnej grupy narkotyków wydaje się właściwe? Gdyby dzisiaj zapytać przypadkowego przechodnia co to są nowe substancje psychoaktywne, wiele osób może mieć problem z odniesieniem się do takiego terminu. Gdyby zastąpić je kolokwialnym określeniem „dopalacze”, to podejrzewam, że nawet starsza pani z warzywniaka powiedziałaby „Panie toż to świństwo najgorsze..”.  Zdarzyło mi się bywać na szkoleniach w temacie tzw. „dopalaczy”, gdzie prowadzący w ciągu kilkugodzinnego wykładu nie użył ani razu tego pierwszego określenia (NSP). Zdarzyło mi się także podobne szkolenia prowadzić, i wiecie co? Z pełną świadomością zasygnalizowałem wszystkim już na samym początku, że termin „dopalacze” pojawił się u mnie jedynie w temacie szkolenia. Poprzedzony zresztą skrótem „tzw.” i użyty tylko dlatego, żeby część osób w ogóle wiedziała o czym będzie mowa. 

   Od dłuższego czasu wiele mówi się o legalizacji marihuany w Polsce. Jednym z głównych argumentem zwolenników takiego rozwiązania jest ograniczenie nielegalnego obrotu a tym samym kontrola środków dotychczas zakazanych. Temat legalizacji często wykorzystywany był jako element kampanii wyborczych, gdzie obiecywano szybką regulację prawną dostępu do (jak wtedy mówiono) „miękkich narkotyków”. Przysłuchując się tej debacie społecznej odnosiło się jednak wrażenie, że żadne konkrety nigdy nie padały. Więcej uwagi poświęcano głoszeniu szumnych haseł a nie sposobom ich realizacji. W tym samym czasie, gdy ludzie zajmowali się udowadnianiem swoich racji, na naszym wspólnym podwórku przeciwników i zwolenników, rozwijał się rynek nowych substancji psychoaktywnych, tzw. „dopalaczy”.

palący pracownik    Szacuje się, że pomimo szeregu podejmowanych działań o charakterze profilaktycznym wobec osób uzależnionych od nikotyny, w dalszym ciągu 24 procent populacji naszego kraju pali papierosy. 67 tysięcy osób w Polsce umiera każdego roku z powodu skutków palenia. Wprowadzane w kolejnych miejscach zakazy palenia oraz drukowanie przerażających obrazków na paczkach papierosów, mających na celu odstraszać, zdają się nie robić wrażenia na palaczach. Z czasem przyzwyczajamy się do widoku czarnych płuc palacza czy zepsutych i żółtych zębów. Pomijam kwestie ceny wyrobów tytoniowych, które praktycznie z każdym dniem pną się do góry. Oprócz szkód zdrowotnych, jakie podejmuje się w kampaniach antynikotynowych, zwraca się także uwagę na kwestię strat ekonomicznych ponoszonych przez pracodawców zatrudniających osoby palące.

    Używki a szczęście w życiuChciałbym napisać, że żyję we wspaniałych czasach. Czasach, w których potrzeby ludzi realizowane są w sposób o jakim moi przodkowie mogli tylko pomarzyć. Obecne pokolenie ludzi ktoś nawet określił mianem „Homo Deus”, czyli człowieka posiadającego możliwości jakie dla żyjących jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawały się być zarezerwowane jedynie dla Boga. Faktem jest, że w żadnej innej epoce nie obserwowało się tak wielu przełomowych odkryć i postępu  jak dziś. Skomplikowane operacje, sztuczne zapładnianie, rozwój techniki, komunikacji. To wszystko sprawia, że problemy które kiedyś wydawały się być bez rozwiązania, dzisiaj są tylko kwestią czasu lub pieniędzy. Czasem jednak patrzę z nostalgią w przeszłość i ogarnia mnie zazdrość.